Wśród chorych
W trzecim rozdziale naszych Konstytucji, między innymi jest
napisane: w każdym biednym i tym najmniejszym, w każdej ofiarze
niesprawiedliwości i przemocy rozpoznajemy twarz Chrystusa. On żąda
od nas, abyśmy wnosili Jego Miłość do ich życia. W odpowiedzi na to
wezwanie zacząłem pracować wśród chorych, którzy znoszą różnego
rodzaju cierpienia w jednym ze szpitali.
Mój świat zmniejszył się do rozmiarów szpitalnych sal, które stały
się dla mnie domem, mimo że jako misjonarz pochodzę z Belgii. Cieszę
się, że po 10 latach pracy na Słowacji nie ma już tej bariery
językowej co niegdyś i że miałem możliwość poznać mentalność i
kulturę słowackiego narodu.
Cięższe to było z zyskaniem doświadczenia w pracy z chorymi,
ponieważ przez kilka ubiegłych lat wykonywałem innego rodzaju pracę;
praktykowałem głoszenie rekolekcji, wysługiwałem sakramenty święte,
a dla rodzin z dziećmi organizowałem pobyty o charakterze religijnym
w Nitrze.
Nie jest łatwo poznać całą miłość Serca Chrystusa i oddawać ją
dalej, tym najbiedniejszym, którzy są skazani czekać na pomoc
drugich ludzi. Samo współczucie nie wystarcza. Spotykam na
szpitalnych salach ludzi, którzy są zrozpaczeni, płaczą i zarówno
narzekają, dlaczego to właśnie im przypadło takie cierpienie.
Spróbujcie na przykład powiedzieć pacjentowi, któremu właśnie
amputowano obie kończyny albo jest podłączony do różnego rodzaju
urządzeń na kilka godzin przed śmiercią, że Pan Bóg kocha go
nieskończoną miłością! W tym czasie nie pozostaje mi nic innego,
tylko prosić Pana o przemianę ich serc, aby zrozumieli, że
ofiarowane Bogu cierpienie jest największym darem i
błogosławieństwem. Błogosławieństwem nie tylko dla konkretnej osoby,
ale także dla rodziny, bliskich, personelu szpitalnego i na koniec
również i dla mnie. Gdy wracam spowrotem do swojego pokoju, przed
moimi oczami przesuwają się twarze osób, którym łaskawie mogłem
udzielić sakramentu pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych.
Wszystkie te twarze są obliczami Chrystusa.
Każdy z nich ma swoją historię i swoją drogę do przebycia. Jedni są
na Golgocie, drudzy wiszą na krzyżu, niektórzy niedożyją następnego
dnia, ale większość ma szansę znowu żyć w dobrym zdrowiu...
Dziękuję Bogu, że jako misjonarz Jego Serca mogę w błogosławieństwie
kłaść ręce na cierpiących a w modlitwach prosić dla nich o zdrowie
duszy i ciała. Ufając w łaski Boże wierzę, że nasz Dobry Pasterz
przywiedzie ich wszystkich do swojego owczyńca.
Dlatego też proszę Was wszystkich o nieustawiczne modlitwy za tych
wszystkich, którzy muszą pić z gorzkiego kielicha boleści i
cierpienia.
Mgr. Valeria Nagyová, ojciec Frank Vandegehuchte
MSC
|